Spotkanie w chmurach

Papiery. Kilkanaście kartonów wypełnionych dokumentami. Tylko tyle…Przeraziłam się, że to wszystko, co zostaje po człowieku.


W tamtym momencie jeszcze nic nie wiedziałam o Halinie Mickiewiczównie. Byłam tam, bo moja znajoma, Justyna Trapkowska, poprosiła, żebym pomogła jej w uporządkowaniu dokumentów po babci, ponoć znanej śpiewaczce. Wodziłam wzrokiem po stertach papierów, które Justyna i Ola Kucharska-Szefler, jedna z ukochanych uczennic Mickiewiczówny, pakowały do pudeł – zeszyty, książki, notatki, dyplomy i tysiące wycinków prasowych. „Mój Boże, jakie to okrutne” – myślałam. „Gdy człowiek odejdzie z tego świata, jego życie można spakować do pudeł…”


Ale rozpalone oczy Oli, pieczołowitość, z jaką składała i układała afisze czy programy zapowiadające występy Mickiewiczówny, obudziły we mnie ciekawość. Patrzyłam – wówczas jeszcze bez emocji – na dokumenty, które później cierpliwie odkrywały mi tajemnice życia śpiewaczki. Zadawałam sobie pytania: kim była babcia Justyny – Halina Mickiewiczówna? Jakie wiodła życie? Czy była uznaną śpiewaczką? Jaką pamięć po sobie zostawiła?


Mimo to, kiedy Justyna zaproponowała, abym napisała książę o jej babci, odmówiłam. Byłam wówczas pochłonięta inną pracą. Na prośbę Justyny zabrałam jednak kilka dużych pudeł z papierzyskami. Zamieszkały u mnie, skutecznie zajmując dla siebie połowę pokoju. Przykryłam je dużą serwetą i traktowałam jak półkę, na której kładłam kolejne papiery, urobek z bieżących prac…


Realizując inne projekty, zaczęłam – sama nie wiem kiedy – słuchać muzyki w wykonaniu wielu cudownych śpiewaków operowych. Zaczęliśmy z mężem regularnie chodzić do opery i cały ten świat wolniutko otwierał przede mną podwoje. Czułam, jak Halina Mickiewiczówna wciąga mnie w przestrzeń swojego życia! Ale ciągle nie byłam przekonana, by pracować nad jej biografią… Miałam poważne wątpliwości. I jak to w życiu bywa, zdarzyła się historia, która ostatecznie przekonała mnie, żeby podjąć TO wyzwanie.


Był upalny dzień maja, wracałam z mamą z Krety. W samolocie panował tłok, w dodatku sprzedano nam bilety na miejsca, które przedzielał korytarz. Usiadłam obok starszego małżeństwa. Pan, bardzo elegancki i miły, zaczął zabawiać mnie opowieściami ze swoich wakacji. Sporo też mówił o koncertach symfonicznych. Myśląc, że jest muzykiem, zapytałam, czy słyszał może o Mickiewiczównie. Starszy pan popatrzył na mnie uważnie i z iskrami w oczach odpowiedział: „Jej boski głos do dzisiaj rozbrzmiewa w mym sercu!”. Okazało się, że doskonale znał Halinę Mickiewiczównę i jej mamę Kamilę, gdyż był ich osobistym lekarzem. A muzyka była jego pasją!


I tak w samych chmurach, tysiące metrów nad ziemią, rozmawiałam o Mickiewiczównie z doktorem Sutkowskim… Po powrocie, już bez cienia wątpliwości, zaczęłam szukać o niej informacji, czytać i rozmawiać z ludźmi. Zatopiłam się w archiwum, które dostałam od Justyny – kartony pełne dokumentów czekały w moim domu od prawie siedmiu lat… Zastanawiałam się, jaką wiedzę przyniosą mi te pudła, a jaką rozmowy z jej bliskimi?


Kiedy teraz analizuję tamto wydarzenie – spotkanie w samolocie osoby bliskiej Mickiewiczównie, i to akurat wtedy, gdy zamknęłam inne prace i byłam gotowa podjąć nowe wyzwania – to myślę, że jest to kolejne zdarzenie potwierdzające moje przekonanie, że przypadki nie istnieją.  Miałam wówczas w planach kilka projektów i zastanawiałam się, na który z nich się zdecydować, któremu z nich poświęcić kilka lat swojego życia…


Pamiętam też, że zanim wsiadłam do samolotu, czułam, że wydarzy się coś ważnego. Bo wszystko układało się inaczej, niż zostało zaplanowane… W ostatniej chwili dowiedziałyśmy się z mamą, że zamiast do Gdańska musimy polecieć z Krety najpierw do Warszawy, potem nie było biletów, żebyśmy mogły usiąść obok siebie. Spojrzałam na te wszystkie perturbacje inaczej, kiedy „przypadkowo” usiadłam obok prywatnego lekarza Maestry! Tak, tamtego dnia Halina Mickiewiczówna przestała być dla mnie babcią Justyny. Stała się Maestrą. To był dzień, w którym zaczęłam pisać jej biografię.


*


Niniejszy tekst napisałam, opierając się na fragmentach wstępu, który zamieściłam w książce zatytułowanej Halina Mickiewiczówna. Ciepło głosu i serca.


Halina Mickiewiczówna – tuż po debiucie (1944 r.)

Dowód rejestracji 17 lutego 1945 r.

Haliny Mickiewiczówny jako śpiewaczki koloraturowej

M

O

J

E


O

P

O

W

I

A

D

A

N

I

A


(placeholder)