Opowieść o świetlistym gołębiu

/Rozmowa przeprowadzona 23.03.2019 r./


Katarzyna:

- Pamiętam tamten poranek, a datę i godzinę mam zapisaną w telefonie, to było 12.02.2019 o 7.16 rano. Dostałam od ciebie smsa ze zdjęciami świecącego gołębia! Od razu się obudziłam. Przecierałam oczy i patrzyłam z niedowierzaniem na te zdjęcia. Na każdym z nich wyraźnie było widać, że ten gołąb ma świetlistą aurę i jakby pręgę bijącą z serca. Chciałabym, żebyś opowiedziała o tym gołębiu, gdzie go spotkałaś?


Iwona:

- To było w Gdyni. Szłam sobie na spacer po bulwarze. Często rano, jeszcze przed pracą idę tam na spacer. Przy parkingu zobaczyłam stado gołębi. Ludzie je tam codziennie karmią, to też tam się gromadzą. Nic nadzwyczajnego. Ale tamtego dnia pierwszy raz zauważyłam, że w stadzie jest jeden biały gołąb. I on zwrócił moją uwagę. Reszta była taka zwyczajna. I pomyślałam, że ten biały jest wyjątkowy i że zrobię mu zdjęcie. Wzięłam swój telefon i spojrzałam na niego przez ekran aparatu w telefonie. I wtedy zauważyłam, że ten gołąb świeci! Nie było słońca, dzień był taki raczej szary.


Katarzyna:

-  A kiedy patrzyłaś wcześniej na całe stado, to czy też widziałaś, żeby on świecił?


Iwona:

- Nie. To, że świeci było widać tylko przez ekran telefonu! Kiedy to zauważyłam zaczęłam patrzeć na niego raz przez komórkę a raz bez – i za każdym razem było tak samo. Zrobiłam natychmiast kilka zdjęć i na każdym zdjęciu było widać, że on ma świetlistą pręgę wychodzącą poza niego! Wówczas wysłałam te zdjęcia do ciebie.. Od tamtego dnia nadal widuję tego gołębia, łatwo go poznać, bo ciągle jest jedynym białym w tym stadzie. Ale on już nie świeci! Od tamtej historii wielokrotnie patrzyłam na niego przez ekran aparatu w telefonie, wiesz, żeby sprawdzić, i nigdy już nie świecił! Tylko w tamten jeden dzień. A pewnego dnia wzięłam ze sobą chleb i rzucałam gołębiom. To z kolei on jeden nie podszedł do mnie. Wszystkie niemal natychmiast podleciał, a on stał w oddaleniu i się patrzył. Pił wodę z kałuży i do mnie nie podszedł, jedynie patrzył na mnie. Może dziwnie to zabrzmi, ale od jakiegoś czasu czuję, że jesteśmy ze sobą w kontakcie... Nie tylko wzrokowym… Bo poza tym dniem, kiedy rzucałam chleb i on nie podszedł, to w każdy inny dzień, kiedy jestem na bulwarze on do mnie wręcz podbiega!


Katarzyna:

- Jak myślisz, dlaczego tamtego dnia pokazał ci się jako świetlisty gołąb? Czy  dwunasty lutego to jakiś znamienny dzień w twoim życiu? A może cała data była jakąś rocznicą? A gołąb czyimś duchem?


Iwona:

- Niestety nie umiałam znaleźć w mojej pamięci żadnego wydarzenia, które tłumaczyłoby to zjawisko właśnie w ten dzień. Zastanawiając się nad tym myślałam jednak o moim tacie, bo on przypłynął ze swojego ostatniego rejsu właśnie w lutym, nie pamiętam dokładnej daty, a jakieś dwa tygodnie później zmarł... Ale nie jestem pewna czy ten gołąb to był mój tata. Wiesz, ja go pytałam wiele razy w myślach, tego gołębia, kim jest, ale nie odpowiadał. Podchodził, był blisko, ale nie mogłam się dowiedzieć od niego – kim jest... Może kiedyś znajdę odpowiedź na twoje pytania.

 

/Rozmowa przeprowadzona 01.06.2019/


Katarzyna:

- Zadzwoniłaś do mnie mówiąc, że już wiesz, czyja dusza do ciebie przyszła pod postacią świetlistego gołębia. Ciekawa jestem jak do tego doszłaś?


Iwona:

- Pamiętasz te zdjęcia, które ci przesłałam... Nie dawały mi spokoju. Po naszej rozmowie w marcu zastanawiałam się, jak dowiedzieć się, co oznaczał ten znak i to całe przeżycie dla mnie. Bo to było wielkie przeżycie! Utwierdziła mnie w przekonaniu o wyjątkowości zdarzenia moja znajoma, pani Teresa. Ona jest osobą, która czuje aurę. Pokazałam jej te zdjęcia i ona powiedziała mi, że ten gołąb ma piękną energię – bo to jest czyjaś dusza… I dosłownie tego samego dnia, inna moja znajoma, zupełnie nie wierząca w „te klimaty”, której opowiadałam o całej sytuacji, jakby nigdy nic powiedziała do mnie, żebym zapytała tego gołębia - kim jest - poprzez wahadełko! Trochę się ze mnie śmiała, że wszystko sprawdzam wahadełkiem i stałe go używam, to dlaczego nie zapytam wahadełka o tego gołębia... To było to! Nie dostałam odpowiedzi w myślach, ale dostałam poprzez wahadełko! Dziwne, że sama na to nie wpadłam…                                                                                                                               


Katarzyna:

- Czy możesz powiedzieć o co pytałaś wahadełko, no i kto cię odwiedził?


Iwona:

- Wiesz, wahadełko odpowiada tylko „tak” lub „nie”. Więc wróciłam tamtego dnia do domu, usiadłam w dużym pokoju i zaczęłam pytać wahadełko.

- Czy ten gołąb to jest czyjaś dusza? Dostałam odpowiedź – tak.

- Czy to dusza przyjaciela? Dostałam odpowiedź – nie.

- Czy kogoś z rodziny? – Tak.

- Czy to dusza mojej ukochanej Babci Heleny? – Nie.

- Czy to jest dusza... mojego taty? Dostałam odpowiedź – że tak!

- Zapytałam, czy ma jakąś ważną wiadomość dla mnie? Dostałam odpowiedź – nie.

     Więc zapytałam dodatkowo czy tata przyszedł, żeby się po prostu przywitać? Wahadełko odpowiedziało – tak!


      Zatem wiem już na pewno, choć czułam to wcześniej, że odwiedziła mnie dusza mojego taty! Byłam jego kochaną córusią, a on moim ukochanym tatą. Nawet jak byłam już dorosła, a on przypływał z rejsu, siadałam mu na kolanach i się przytulałam... A miesiąc przed tym zdarzeniem, zanim sfotografowałam świecącego gołębia wyszłam szczęśliwie za mąż... Może tata chciał po prostu mnie pozdrowić i wesprzeć! Przyleciał w postaci gołębia w lutym, tak jak ostatni raz  przypłynął z rejsu w lutym...

Spróbuję jakoś ustalić, w jaki dzień przypłynął. Ale to już nie ma dla mnie aż takiego znaczenia. Jestem pewna, że to on mnie odwiedził i już!


Katarzyna:

- A dlaczego czując, że to dusza twojego taty najpierw zapytałaś o babcię?

- Bo kiedyś moja babcia przyleciała pod postacią małego ptaszka do mojej siostry… Ela pracowała jako kelnerka w kawiarni „Monika”, w Gdyni. I pewnego dnia przyszła wcześniej do pracy, otworzyła okno, żeby wywietrzyć i wleciał mały ptaszek i usiadł jej na ręce! Taki szary, wielkości wróbelka. Ona opowiadała mi, że przeszedł ją dreszcz i że natychmiast poczuła, że to babcia Helenka, mama naszej mamy! Byłam trochę zazdrosna, że  moja ukochana babcia, przyszła do Eli...  Moja siostra jeszcze długo widywała tego ptaszka, ciągle gdzieś się kręcił. I za każdym razem, jak podziękowała babci, to on odlatywał.



Katarzyna

- Sporo tych ptasich wysłanników w twoim życiu... Ale czytając opowieści, które otrzymuję, nie tylko w twoim!


Dziękuję za twoją opowieść.




Historia Iwony z Gdyni